Przejdź do głównej zawartości

Irlandia – 6 dni zwiedzania

W tegoroczne wakacje wybraliśmy się do Irlandii, głównie ze względów rodzinnych (Aga i Vincent – pozdrawiam!). Ponieważ jeszcze nigdy tam nie byliśmy, postanowiliśmy ją trochę pozwiedzać. I powiem Wam, że jest co. Poniżej mój totalnie subiektywny przewodnik. Podróżowaliśmy w trójkę: dwoje dorosłych i 10-latek, wypożyczonym samochodem. To, co zwiedzaliśmy było dostosowane do naszych zainteresowań, chociaż po kilku dniach Chłopiec nieco się znużył i marzył o spokojnym dniu z komórką w dłoni (hahaha, wakacje marzeń). Drugą rzeczą, jaką uwzględnialiśmy przy wyborze atrakcji, była pogoda. Nie w całej Irlandii jest taka sama, więc wybierając miejsce na wyprawę, dobrze sprawdzić, czy nie będzie tam padać. Tak, potrafi tam padać dość często. Ale do rzeczy, przejdźmy do miejsc, które odwiedziliśmy.

Dzień 1. Klify Moheru i olbrzymi stalaktyt
Nie tylko ze względu na widoki, ale i z powodu nazwy klify Moheru to must have. Wiało straszliwie. Żałowałam, że nie miałam beretu, chociażby moherowego. Widoki cudne. Spędziliśmy tam ok. godziny, ale gdyby nie protesty panów, spacerowałabym tam pół dnia (jest gdzie!).

Przewodnik Pascala (ręka do góry, kto pamięta, a może i ma w domu, przewodniki – książki z opisem wszelkich atrakcji w danym kraju? Ten o Irlandii wypożyczyłam z biblioteki, ale przyznaję się, że sama mam w domu kilka – Czechy, Paryż, Włochy J) jako atrakcję w pobliżu moherowych klifów wskazał na jaskinię Doolin z największym na północnej półkuli stalaktytem. Chociaż w życiu i za żadne pieniądze nie poszłabym do jaskini z grupą grotołazów, odkrywać nieodkryte, spacer schodami w dół, oświetloną drogą mnie nie przeraża i nawet uważam to za ciekawe spędzenie czasu i, nie oszukujmy się, pieniędzy. Po zejściu wielu pięter w dół, naszym oczom ukazał się stalaktyt. Olbrzymi. Młody przewodnik ciekawie (i wyraźnie) opowiadał o historii odkrycia stalaktytu, sposobu w jaki powstaje i  wielu innych sprawach związanych z tym miejscem.

Dzień 2. Zamek Bunratty i skansen
Od rana padało, chociaż momentami przestawało i to natchnęło nas na odwiedzenie atrakcji w znacznej części znajdującej się „pod dachem”. Zamek niesamowity, wielopiętrowy, kamienny, zupełnie inny od tych, znajdujących się na naszych ziemiach.
Zaraz przy zamku skansen wiejski i miejski. W wielu chałupach były osoby, ubrane adekwatnie do miejsca, opowiadające o życiu np. kowala. Skansen zajmuje dużą powierzchnię i zwiedzania jest naprawdę sporo. Chodzenie po skansenie ułatwia mapka, którą dostaje się przy kasie (my korzystaliśmy z mapki w języku polskim). 

W tym domu mogłabym zamieszkać. Być może, że za sprawą tej szarlotki, którą robiła pani gospodyni. Bo u kowala to już nie. 
 


Dzień 3. Killarney National Park
Kiedy tylko prognoza pogody wskazała na słoneczko w okolicy Killarney, zapakowałam w pojemniki kanapki i owoce, i udaliśmy się zwiedzać park. Najbardziej parkiem zachwycony był mój małż, który wykrzyknął „Jak w parku Jurajskim, tylko patrzeć jak jakiś dinozaur się pojawi”.

Oprócz gór, jezior, drzew, trawy i wodospadu (Torc), obejrzeliśmy pozostałości opactwa (Muckross Abbey) i  pałac (Muckross House). Chociaż na drodze dojazdowej do parku, w kilku miejscach znajdują się parkingi, my zostawiliśmy samochód na pierwszym z nich i zrobiliśmy sobie spacer. Jak doszliśmy do pałacu, poczuliśmy się zmęczeni, na szczęście wokół jest dużo miejsc, w których można odpocząć. Do wodospadu wiedzie z parkingu droga, w formie pętli, której pokonanie wymaga wysiłku, ale widok wynagradza ten trud.   


W mieście Killarney znajduje się też outlet ze znanymi markami, ale tą atrakcję sobie darowaliśmy.
Dzień 4. Dublin i Howth  
Z racji mojego sentymentu (specjalność biotechnologia na studiach, a potem praca w browarze przez 12 miesięcy) i zainteresowań małża (do konsumpcji) magnesem, który ściągnął nas do Dublina, było muzeum Guinessa. Miałam nieco oporów przed zabraniem na tą atrakcję Chłopca, ale muzeum jest tak zaprojektowane, że dzieci też bawią się w nim dobrze. Dla pełnoletnich w cenie biletu jest piwo w pubie na ostatnim piętrze, a dla niepijących napoje bezalkoholowe. Widoki na całe miasto – dla wszystkich.
Na Dublin popatrzyliśmy trochę z góry, a potem ruszyliśmy w kierunku uniwersytetu uliczkami Starego Miasta. 



W barze na ostatnim piętrze muzeum 

  
Z uniwersytetu przeszliśmy się O’Connell street, a potem trzymając przed sobą mapę trafiliśmy na zamek (po Bunratty był nieco rozczarowujący). Wyjechaliśmy z Dublina w kierunku Howth, miejscowości nad morskiej. Późne popołudnie spędziliśmy spacerując po nadbrzeżach. Ja szczęśliwa w ciepłej chuście na szyi. 


Dzień 5 i 6. Okolice Limerick
Po odwiedzeniu Dublina, nie tylko Chłopca, ale i nas dopadło pewne znużenie ciągłym przemieszczaniem się na znaczne odległości, więc kręciliśmy się po okolicy. W Limerick poszliśmy na spacer po terenie uniwersytetu, w centrum zobaczyliśmy główną ulicę i boczne urocze uliczki, zamek (chociaż z daleka), Chłopiec poszalał w parku. Dobre wrażenie zrobiły na nas urokliwe miejscowości Adare (bardzo turystyczna), Killaloe i Castleconnell (nie turystyczne w ogóle, za to takie autentyczne). 

Adare

Shannon River
Castleconnell
Limerick




Nie będę nawet próbowała Was przekonać, że jadąc do Irlandii musicie odwiedzić te miejsca. Odwiedźcie, jeśli chcecie. Z pewnością jest tam mnóstwo innych miejsc, wartych zobaczenia. Może będę miała jeszcze okazję. Zwiedzanie Irlandii nie jest tanie, ale nie widziałam tam żadnych (absolutnie żadnych) straganów z importowanym, tanim badziewiem, jakiego pełno u nas w miejscach uczęszczanych przez turystów. Oczywiście można w sklepie w muzeum czy zamku kupić pamiątki, ale właściwie tylko tam. To podobało mi się nie mniej niż przyroda i zabytki. 

Komentarze

  1. Bez przewodnika ani rusz, przed każdym wojażem kupuję i wsiąkam 😉 Fajna relacja i zdjęcia. Nie byłam nigdy w tamtych rejonach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po odkryciu, że przewodniki są w bibliotece wypożyczam je :-), zabieram ze sobą i sprawdzam, co polecają. Jeśli chodzi o Irlandię, opisane były chyba wszystkie większe miejscowości jako godne zobaczenia. Tylko życia (przepraszam, urlopu) nie wystarczyło. Dzięki za odwiedziny i miły komentarz!

      Usuń
  2. kocham podróże do Irlandii jeszcze mnie nie zawiało ,ale na pewno tam zawitam :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, Irlandia jakaś mało atrakcyjna turystycznie dla Polaków. Chyba częściej myśli się o niej jako o potencjalnym miejscu do pracy. Spotkałam natomiast wielu turystów z Hiszpanii, USA i Azjatów, a Polaków trochę. Dziękuję za komentarz!

      Usuń

Prześlij komentarz

Zawsze po publikacji posta z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze. Daj mi proszę znać, co sądzisz o tym, o czym piszę...